28.09.2016

O cudzie narodzin


15 sierpnia. Dzień wyjątkowy, bo to trzecia rocznica śmierci babci Stefci. Do domu zjeżdża się bliska rodzina a my nadal w dwupaku a w dodatku w szpitalu. Dzień zaczyna się leniwie, o szóstej rano przychodzi położna, sprawdza brzuszki. Lubię to. Lubię słyszeć, jak bije Jej serduszko. Do dziewiątej leniuchujemy, za chwile obchód. Z uśmiechem witam się z doktor Moniką. Świetna kobieta, świetny lekarz. Zapraszają mnie na badanie. Niech się już zacznie! Wody czyste. Rozwarcie na trzy palce. Szyjka nadal długa. Wracam na salę, kładę się do łóżka, zasypiam. Spotkanie z Kluskowym na szpitalnym korytarzu, spacer po oddziale. Uciekamy. Na chwilę. Na ławkę. Rozmawiamy. Planujemy.  Śmiejemy się. W bufecie kilka osób. Zamawiam ciasto czekoladowe, pyszne.  Żegnamy się. Wracam na salę. Czekam. Ile można czekać? Czekanie jest najgorsze. Zbliża się wieczór, godzina dziewiętnasta. W telewizji za chwilę serial. Czas na kąpiel. Brak kolejek w łazience, cóż za szczęście. Boli. Prysznic powinien złagodzić ból. Znów boli. Wracam na salę. Ciężko oddychać. Znów boli. Czy to skurcze? Nie, z pewnością to jeszcze nie to. Odliczam. 6 minut. 45 sekund. Zapraszają mnie na badanie. To już? Ale jak to, przecież nie jestem przygotowana! Dzwonię po Kluskowego. Zamykają się za mną drzwi od windy z pierwszego piętra. Ostatnia podróż z brzuchem. Winda zatrzymuje się na czwartym piętrze. Już czas... 

Godzina dwudziesta pierwsza. Nogi trzęsą się jak szalone. Sala numer 1. Zielona. Na filmach wyglądało to inaczej. Wsuwam torbę pod okno, biegnę do łazienki. Ale to na pewno już? Jest Kluskowy. Blady. Widzę, że się stresuje. Leżę. Słuchamy serduszka Kluski. Dwudziesta druga przebijają pęcherz. Zielone wody. Panika. Nie, to tylko ja się za dużo nasłuchałam. Decyduję się na znieczulenie, choć nie boli aż tak bardzo. Kluskowy musi wyjść. Starszy pan anestezjolog pyta się o przebyte operacje. Koci grzbiet. Zimne. Ukłucie. Kluskowy wraca na salę. Rozmawiamy. Śmiejemy się. Aparat pokazuje skurcze, nie czuję nic. Nogi drętwieją. Zamykam oczy. Śmiejemy się. Wspominamy. Nogi powracają do czucia. Proszę o znieczulenie. Jak to pełne rozwarcie? Boli. Biorę głęboki oddech, liczę do dziesięciu. Bóle krzyżowe. Schodzę z łóżka. Kluskowy pomaga. Przyj. Wracamy na fotel. Trzy głębokie wdechy. Główka. Barki. Widzę Ją. Z oczu płyną mi łzy. Jestem szczęśliwa. Jestem mamą! 



Sześć godzin. Najcudowniejsze sześć godzin w moim życiu. Poród może być przyjemny. Jeśli tak miałyby wyglądać moje kolejne porody to życzę sobie kilku potomków. Z wielką przyjemnością, radością i spokojem na świecie pojawiła się Laura. Mówili, że będzie bolało, że będę cierpiała, że będę rodziła cały dzień lub całą noc. Spłatałam im figla i było zupełnie inaczej. Było naprawdę przyjemnie. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

ARCHIWUM


2016
styczeń luty marzec kwiecień maj czerwieclipiecsierpień wrzesieńpaździerniklistopadgrudzień

2017

FACEBOOK

INSTAGRAM